Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sezon 2012. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sezon 2012. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 maja 2012

GP Hiszpanii: Maldonado zatrzymuje Alonso i odnosi historyczne zwycięstwo dla Williamsa

Ależ ten sezon się układa, po prostu bajka dla fanów Formuły 1. Jak w bajce, w każdym rozdziale są pozytywni i negatywni bohaterowie. Na Montmelo pozytywnym był Pastor Maldonado, który pokazał szybkość, dojrzałość i spokój niewłaściwą "płaconemu kierowcy", za którego do tej pory był uważany. Profesorska, kliniczna jazda Wenezuelczyka pozwoliła mu ograć w bezpośredniej walce samego Fernando Alonso, na jego rodzimej, hiszpańskiej ziemi.

Maldonado startował z pierwszego pola po tym, jak odebrano je Hamiltonowi i przesunięto go na koniec stawki - o tym jednak rozpiszę się osobno. Istotne jest to, że Pastor co prawda start przegrał, ale dystansu do Alonso za dużo nie stracił. A za nim się zakotłowało, bo już na pierwszych metrach oponę przebił Sergio Perez. Prowadzący duet szybko wyrobił sobie przewagę nad Lotusami i Rosbergiem. Słabo spisały się Red Bulle, obaj kierowcy zaliczyli wymiany przedniego skrzydła, a Vettel dodatkowo karę za ignorowanie żółtej flagi.
W boksach znów go nie oszczędzali, ale jechał piękne i walecznie przebijając się z końca stawki (Lewis Hamilton, McLaren MP4/27, GP Hiszpanii)
Hiszpania to nie był tym razem kraj dla ludzi w srebrnych samochodach. Schumacher zaparkował w tyle Bruno Senny, kończąc wyścig dla obu kierowców. Z kolei Rosberg stanowił głównie samobieżną zaporę, przez którą w samej końcówce przebił się jednak rewelacyjny, odważny jak zawsze Kobayashi. Button jechał byle jak i przegrał nawet z Hamiltonem, który walczył, wyprzedzał i zjadał zęby. Opłaciła się wyjątkowo jak na niego agresywna strategia jedynie dwóch postojów. Czołówka jechała na trzy, pokonując większość dystansu na twardych oponach. Wyjątek stanowili kierowcy Lotusa, którzy przejechali po dwa stinty na miękkich, co - jak przyznał na mecie Raikkonen - okazało się błędem, który kosztował go co najmniej drugie miejsce.

Wyścig był bardzo niespokojny, obfitował w wyprzedzania, zwroty akcji i błędy zarówno kierowców, jak i mechaników. Kluczowa dla jego losów była sytuacja, w której Alonso na swym zjazdowym okrążeniu utknął za ignorującym niebieską flagę Picem. Stracił wtedy prowadzenie na rzecz Maldonado choć mechanicy Wenezuelczyka starali się jak mogli, by ich kierowca nie mógł odetchnąć. Ostatnie szesnaście okrążeń to zacięta walka o zwycięstwo. Wydawało się że jadący na świeższych oponach będzie w niej faworytem.
Maldonado ostatecznie udowodnił, że Williams może być szybszy od Ferrari (Pastor Maldonado, Williams FW34, GP Hiszpanii)
Nic z tego - Maldonado nie dość, że inteligentnie odpierał jego ataki, to jeszcze kiedy przyszło co do czego, po prostu od Ferdka odjechał. A Alonso niespodziewanie zobaczył w tylnym lusterku Kimiego Raikkonena, który jeszcze kilkanaście okrążeń temu tracił do liderów ponad piętnaście sekund! Iceman był w ostatnim stincie szalony i kto wie, jak by się to skończyło, gdyby wyścig potrwał nieco dłużej. Ale nie potrwał i z pięknego zwycięstwa cieszył się Maldonado. Kimiemu pozostaje czekać na następny wyścig, zresztą jego ulubiony - GP Monako.

sobota, 12 maja 2012

GP Hiszpanii: Hamilton wygrywa wyścig po śmierdzące jajo

Lewis Hamilton po raz 22. pojedzie z pierwszego pola startowego. Walczył o nie jednak nie z Buttonem, Vettelem, czy Mercedesami, ale Raikkonenem, Alonso i najbardziej sensacyjnie, Maldonado. Z powodu wysokiej temperatury, a co za tym idzie, zużywalności opon, kwalifikacje chwilami przypominały zawody o zaśmierdłe jajo. Niektórzy, jak mistrz świata czy Michael Schumacher, w ogóle nie byli zainteresowani walką w Q3.

W dziesiątce nie znaleźli się w ogóle Button i Webber. Obaj mieli co prawda gotowe wymówki. Odpowiednio: kiepską pracę hamulców i zwykłe gapiostwo. Równie dobrze mogła to być jednak zasłona dymna mająca na celu zaoszczędzenie kompletu miękkich opon. One mogą być w jutrzejszym wyścigu kluczowe, bo czołówka musiała je zakładać już w Q1. Dlatego niekoniecznie wierzę też w rewelacje Jensona o podsterowności. Gdyby naprawdę miał takie problemy z bolidem, czy rozsądne byłoby odpuszczanie treningów w Mugello i nazywanie ich "zbędnymi"?
Cichy bohater kwalifikacji - Pastor Maldonado z Williamsa (Pastor Maldonado, GP Hiszpanii)
Okazało się, że trzy tygodnie to za mało, by w stawce F1 nastąpiła rewolucja. Układ sił pozostał zasadniczo taki sam, z tym, że w tym sezonie oznacza to pasmo niespodzianek i porażki faworytów. Tym razem padło chyba na Mercedesa, którego kierowcy pojadą dopiero z 7. i 9. pola, przy czym Schumacher zaoszczędził wspomniany komplet kół. Pecha miał Bruno Senna, który wyleciał z zakrętu w najgorszym możliwym momencie - pod koniec Q1. W efekcie pojedzie dopiero z siedemnastego miejsca i z boksów oglądał popisy Maldonado.

Gdyby nie Hamilton, Maldonado odniósłby historyczne zwycięstwo w kwalifikacjach, pierwsze dla Williamsa od czasu Nico Hulkenberga w Brazylii (2010). Ale to drugie miejsce jest nawet cenniejsze, bo wywalczone w absolutnie równej walce, bez pomocy deszczu. Być może dzięki temu niektórzy "eksperci" przestaną Wenezuelczykowi wypominać wsparcie sponsorów, które swojemu zespołowi dostarcza przecież nawet Alonso. Dobre humory będą też mieć w Sauberze z dwoma pewnymi miejscami w Q3.

Do wyścigu nie zakwalifikował się za to Narain Karthikeyan, choć HRT najprawdopodobniej złoży apelację i spróbuje jednak ustawić Hindusa na polach startowych. Jutro będzie ciekawie, bo niemal wszyscy ruszą do wyścigu "krótsi" o jeden komplet miękkich opon z powodu kwalifikacji. Może to faworyzować kierowców z miejsc 8-12, dysponujących przecież szybkimi samochodami. Co każe jeszcze raz zastanowić się nad pomysłami dotyczącymi zmian w formule kwalifikacji, by nie były wyścigami po kukułcze jaja.

niedziela, 22 kwietnia 2012

GP Bahrajnu: Vettel kradnie dzień Raikkonenowi, faworyci słabo

Niewiele brakowało, by już w czwartym wyścigu po powrocie z rajdowej emerytury Kimi Raikkonen odniósł dziewiętnaste zwycięstwo w karierze. Chwałę "człowiekowi lodu" odebrał Sebastian Vettel. Prowadził od startu do mety i próbował przywoływać kanapowe demony nudy, zaprzyjaźnione z Formułą 1 w zeszłym sezonie. Nie udało mu się nie tylko za sprawą Kimiego, ale i świetnego Romaina Grosjeana oraz - jak zwykle - całemu mnóstwu świetnej walki o "małe" punkty.

As Red Bulla już na starcie pokazał rywalom plecy. Słabo ruszyły McLareny, za to rewelacyjnie Ferrari. Alonso awansował na 5. miejsce, Massa aż na siódme! Wbrew utartemu zwyczajowi znanemu jako "Fernando jest od Ciebie szybszy" brazylijski kierowca przez cały wyścig podążał jak cień za swoim kolegą z drużyny. Przyjechał do mety za nim, bo Fernando naprawdę był od niego szybszy. Ale tylko troszeczkę. Na starcie wygrali też kierowcy Lotusa, którzy szybko rozpoczęli marsz w górę stawki.
Grosjean już czwarty raz startował z dobrego miejsca, ale dopiero dziś pierwszy raz zamienił je na podium (Romain Grosjean, Lotus E20, GP Bahrajnu)
Pierwsze zjazdy nastąpiły już po dziewięciu okrążeniach, a jako pierwsi opony wymieniali kierowcy McLarena. Najdłużej na torze wytrzymał Vettel, co dało mu bezpieczną przewagę nad duetem Grosjeanem, Webberem, Hamiltonem, Buttonem i Raikkonenem. Z tej grupy najszybsze tempo miał Kimi, który błyskawicznie poradził sobie z McLarenami i Red Bullem. Ruszył w pogoń za Francuzem, dopadł go przy kolejnej serii zjazdów i błyskawicznie objechał na świeżym komplecie miękkich opon Pirelli.

Zaczęło się robić ciekawie, bo przewaga Vettela nagle stopniała z około sześciu do poniżej jednej sekundy. Red Bull zdecydowanie nie radził sobie na bardziej miękkiej mieszance, na czym straciłby także Webber. Ale nie stracił, bo McLaren dwa razy z rzędu nie mógł poradzić sobie z wymianą koła w bolidzie Hamiltona (razem jakieś 10 sekund straty), a Rosberg i Button ugrzęźli w stanach średnich. Zwycięzca z Chin w ogóle rozczarował i był widoczny na ekranie tylko wtedy, gdy akurat próbował wypchnąć kogoś z trasy.
Kto by pomyślał, że Kimi tak serio potraktuje misję powrotu do F1? (Kimi Raikkonen, Sebastian Vettel, Romain Grosjean, Christian Horner, GP Bahrajnu)
Po trzeciej serii zjazdów prowadził wciąż Vettel o trzy sekundy przed Raikkonenem i kolejne sześć przed Grosjeanem. Początkowo Kimi zaczął mocno odrabiać straty, ale jego opony szybko zaczęły się "kończyć" i ostatnie pięć okrążeń było procesją. Czwarty dojechał Webber, za nim Rosberg, jadący na zaledwie dwa postoje di Resta, dwa Ferrari przedzielone Hamiltonem oraz Michael Schumacher. Kierowca Mercedesa dzielnie przedzierał się z 22. miejsca, jednak punkty zawdzięcza jedynie wycofaniu się szóstego Buttona na przedostatnim okrążeniu.

sobota, 21 kwietnia 2012

Kwalifikacje GP Bahrajnu: Vettel kontratakuje, rywale popełniają błędy

Najbardziej znienawidzony palec współczesnej Formuły 1 znów w akcji po tym, jak Sebastian Vettel wygrał kwalifikacje do GP Bahrajnu zdobywając 31. pole position w karierze. Choć mistrz świata w wolnych treningach jeździł dobrze, to w czasówce faworytem nie był. Inni - zwłaszcza Lewis Hamilton i Nico Rosberg - jeździli lepiej. Ale gdy przyszło co do czego, konkurenci wykruszyli się na własnych błędach, których nie popełnił Sebastian.

Bez wątpienia przegranym sesji jest zespół Mercedesa. Ross Brawn i spółka wykazali się nieuzasadnionym optymizmem zostawiając Michaela Schumachera w garażu z zaledwie przeciętnym wynikiem w Q1. W efekcie, dokonując kolejnego za kierownicą Caterhama czynu legionowego, Schumiego sensacyjnie przeskoczył Kovalainen. Szanse na wysokie miejsce zaprzepaścił też Rosberg, który w Q3 wyjechał tylko raz, pod sam koniec sesji. Okrążenie zawalił i jutro na starcie będzie zaledwie piąty, choć w wolnych treningach dominował.
Po niemal perfekcyjnym występie tydzień temu, tym razem Mercedes popisowo zawalił kwalifikacje (Nico Rosberg, Mercedes W03, GP Bahrajnu)
W drugiej części czasówki największą niespodzianką było odpadnięcie Raikkonena. Kiepska postawa Ferrari, po raz kolejny podratowana przez Alonso, przestała dziwić. Poza czołową dziesiątką znalazły się także oba Williamsy, którym Sakhir najwyraźniej nie leży. Sensacyjnie pojechał za to Daniel Ricciardo który nie dość, że wbił się do dziesiątki, to jeszcze ustanowił rewelacyjny szósty czas. Pytanie, czy ewidentne poświęcenie w kwestii doboru opon opłaci się w kontekście jednego z najgorętszych wyścigów sezonu.

Vettel czasówkę wygrał w swoim starym stylu, wyprzedzając o jedną dziesiątą sekundy Hamiltona a o dwie - Webbera. Trudno w to uwierzyć, ale to pierwsza (!) wygrana Seba z Markiem w kwalifikacjach w sezonie 2012! Za ich plecami czai się Jenson Button, który w Bahrajnie będzie miał pole do popisu jeśli chodzi o opony. Chcąc zostawić sobie ekstra komplet na wyścig, dziewiąty Alonso i dziesiąty di Resta w Q3 w ogóle nie wyjechali na tor.

Kolejność na starcie została dodatkowo zmieniona przez karę za wymianę skrzyni biegów dla Pastora Maldonado. Biorąc pod uwagę jego dotychczasowe problemy na Sakhir (plus kłopoty z KERS-em w kwalifikacjach), zapowiada się trudne popołudnie dla Wenezuelczyka. Choć trudne to ono będzie dla wszystkich kierowców, bo w Bahrajnie potrafią oni stracić do sześciu kilogramów wagi, z czego większość - w postaci wypacanej wody. W ruch pójdą więc napoje i suchy lód. A może, kto wie - ponownie najbardziej znielubiony palec w F1.

niedziela, 15 kwietnia 2012

GP Chin: Rosberg zmiażdzył rywali, kolejny świetny wyścig w środku stawki

Nico Rosberg zdominował wszystkich rywali i w niekwestionowany sposób zwyciężył w Grand Prix Chin. Fiński Niemiec, syn mistrza świata z 1982 roku, przez długi czas był uznawany za niespełniony talent w Formule 1. Miał już co najmniej kilka szans na premierowy sukces, jednak dopiero dziś, pod czujnym okiem niezawodnego Rossa Brawna, udało mu się złożyć wszystko w całość. W pokonanym polu zostawił dwóch kierowców McLarena i Red Bulla.

Oba Mercedesy wygrały start i zaczęły oddalać się od reszty stawki. W ciągu kilku kolejnych okrążeń tempo Schumachera spadło, ale Rosberg wciąż odjeżdżał. Po pierwszych dziesięciu kółkach za plecami siedmiokrotnego mistrza świata ustawił się autobus z Buttona, Raikkonena, Webbera i Hamiltona. Fatalnie wystartował Vettel, który spadł z 11. na 15. pozycję, za to jak z procy poszło duo McLarena. Ale niemożność dobrania się do skóry wolniejszego "Schumiego" wstrzymała całą stawkę na tyle, że Nico zyskał około 5-6 sekund przewagi.
Nico Rosberg po raz pierwszy w karierze zaparkował przy "1" (Nico Rosberg, Mercedes W03, GP Chin)
Na dwunastym okrążeniu miał miejsce dramat wicelidera. Mechanicy Mercedesa nie dokręcili prawego przedniego koła w bolidzie z numerem 7 i chwilę później Schumacher zaparkował na poboczu. Dokładnie w tym momencie w boksach pojawił się prowadzący w wyścigu Nico Rosberg! Ekipa w srebrnych kombinezonach musiała mieć tu i ówdzie "pełno", ale drugi raz roboty nie spartoliła. Rosberg ruszył do przodu na twardszej mieszance, tymczasem drugi Button zaryzykował i założył używany miękki komplet opon. Zagrywka okazała się nietrafiona - także dlatego, że podczas drugiego zjazdu mechanicy McLarena mieli problem z tylnym kołem w jego aucie. Kosztowało to Jensona pięć sekund i spadek za cała grupę walczących kierowców.

Także dzięki temu po ostatnim postoju Rosberg miał nad wirtualnym wiceliderem ponad 20 sekund przewagi. Wtedy zaczęła się niesamowita walka w środku stawki. W pewnym momencie auta z miejsc 2-10 jechały jedno za drugim, w odstępie raptem kilku sekund! Kierowcy prześcigali się na fantastyczne manewry. Button i Hamilton przebijali się do przodu i gdy wzięli "na widelec" Raikkonena, świetnie dotąd jadący Fin nagle stracił rytm, w jedno okrążenie spadając o dziesięć pozycji. Za to wypaliła pokerowa zagrywka Vettela z jazdą na tylko dwa postoje, dzięki czemu w końcówce mistrz świata liczył się nawet w grze o podium, ale został objechany przez McLareny i... Marka Webbera! To nie pierwszy raz w tym sezonie, kiedy Australijczyk okazał się lepszy w bezpośredniej walce.
Kimi jechał świetnie aż do końcówki, w której stracił 11 pozycji! (Kimi Raikkonen, Lotus E20, GP Chin)
Ostatecznie Rosberg wpadł na metę z ogromną przewagą nad Buttonem, Hamiltonem, Webberem i Vettelem. Pierwsze punkty w sezonie zdobył szósty Grosjean, który jednak nie ustrzegł się błędów. Kolejne miejsca w punktowanej dziesiątce zdobyli kierowcy Williamsa, którzy przejechali dobre, spokojne wyścigi, a ostatnie małe punkty przypadły Alonso i Kobayashiemu który nie dość, że pokonał Pereza, to jeszcze pokazał mnóstwo efektownej jazdy. Dopiero czternasty finiszował walczący przez większość dystansu o podium Kimi Raikkonen.

sobota, 24 marca 2012

GP Malezji: Hamilton wygrywa kolejne znakomite kwalifikacje

Ależ to były kapitalne kwalifikacje! Nie będzie w tym przesady jeśli powiem, że o ile w minionym sezonie czasówki były nudne jak flaki z olejem, w tym ogląda się je z nawet większym zaciekawieniem, niż same wyścigi. Pierwsze osiem samochodów dzieliło mniej, niż pół sekundy - coś fantastycznego. A wygrał znów Lewis Hamilton, o identyczne 0,150s. przed kolegą z zespołu, Jensonem Buttonem. McLareny jeszcze raz pokazały, że nie ma lipy, choć Mercedes wbijał swój nos pomiędzy nie jeszcze mocniej, niż w Australii

Schumacher był dziś trzeci i to jego najlepsze miejsce od powrotu do Formuły 1. Siedmiokrotny mistrz świata coraz bardziej przypomina człowieka, który zdominował minioną dekadę. Tempo kwalifikacyjne W03 jest wyborne i jeśli uda się rozwiązać problem ze zjadaniem opon, już wkrótce Brawn i spółka mogą walczyć o zwycięstwa. "Schumi" jutro i tak będzie groźny, bo bardzo możliwe, że będzie chłodniej niż dziś. A jak do tego jeszcze popada...
Z tym panem jutro nie będzie żartów (Michael Schumacher, Mercedes W03, GP Malezji)
Z duetu Red Bulla ponownie mocniej szarpał Webber. Vettel już w wolnych treningach stwierdził, że auto jest wszędzie i nie ma stabilności. Ciekawostka: przez cały zeszły rok mistrz świata przegrał z Markiem czasówkę trzy razy, w tym - już dwukrotnie. Statystyka nie zmieniła się za to u Ferrari, choć prawdę mówiąc awans Alonso do Q3 to pyrrusowe zwycięstwo. Paradoksalnie w perspektywie wyścigu w lepszej sytuacji może znaleźć się ruszający z 11. pola Felipe Massa.

Przed bolidami z Maranello Lotus Kimiego Raikkonenna (po doliczeniu kary za wymianę skrzyni wystartuje z dziesiątego miejsca), Sauber Pereza i Williams Maldonado. Rok temu - nie do pomyślenia. Ale zespoły środka zrobiły potężne postępy i jutro zapewne znów stoczą fantastyczną walkę o małe punkty. Różnice są tu równie małe, co w czołówce. Jedenastego Maldonado od osiemnastego Kobayashiego dzieli raptem pół sekundy. Nowa trójka znów we własnej lidze, ale Kovalainen stracił do Vergne niecałe trzy dziesiąte. I nawet HRT dało radę!

I jeszcze garść ciekawostek. Hamilton swój najlepszy czas "wykręcił" na samym początku sesji, potężnie blokując koła na dohamowaniu przed prostą startową - jego lewa przednia opona mu za to podziękuje. Z kolei Vettel najlepszy wynik uzyskał na twardszej z dwóch mieszanek. Webber i Raikkonen uzyskali identyczne czasy, ale raz, że kierowca Red Bulla był pierwszy, dwa - Kimi i tak będzie karnie przesunięty na starcie. Jego powrót do F1 to jak na razie wielki sukces. Jutrzejszy wyścig też się na taki zapowiada.

niedziela, 18 marca 2012

GP Australii, wyścig: Jenson Button wygrywa i wita rywali w 2009

Po raz trzeci w ciągu ostatnich pięciu sezonów Jenson Button okazał się najlepszy w otwierającym sezon F1 Grand Prix Australii. Były mistrz świata już na pierwszym łuku wyszedł na prowadzenie i ku wyraźnemu niezadowoleniu Lewisa Hamiltona po 58. okrążeniach raźno wskoczył na najwyższy stopień podium. - "Witajcie w sezonie 2009!", krzyczał Button po przekroczeniu linii mety. Powody do zadowolenia z pewnością ma; wygrał w niekwestionowany sposób, z najszybszym okrążeniem wyścigu, w razie potrzeby bez problemów odjeżdżając konkurentom.

Nie przeszkodziła mu nawet neutralizacja spowodowana zatrzymaniem się Witalija Pietrowa na prostej startowej. Pozwoliła ona za to Vettelowi na przeskoczenie Hamiltona dzięki błyskawicznej wizycie w boksach. Startujący dopiero z szóstego pola mistrz świata wykorzystał kolejny "wsteczny start" Marka Webbera i równie kiepska reakcja Romaina Grosjeana. Wraz ze swym idolem z czasów młodości - Michaelem Schumacherem - wystrzelił jak z procy, poradził sobie z Rosbergiem i przez pierwsze dziesięć okrążeń jechał jak cień za kierowcą Mercedesa. Na 11. okrążeniu "Schumi" przesadził jednak i wypadł z zakrętu, a wycieczka poza tor zakończyła się wycofaniem z wyścigu.
Start: Button wyprzedza Hamiltona. I to by było na tyle w temacie walki o zwycięstwo
Generalnie Mercedes nieco rozczarował - Nico Rosberg utkwił bowiem w wyjątkowo ciasnej "grupie środka" i dojechał do mety dopiero jako dwunasty. Czyli realnie, ostatni, bo kierowcy Marussi jechali swój własny wyścig, a oba Williamsy nie dojechały do mety. Bruno Senna już na początku wyścigu zaliczył bliskie spotkanie z Danielem Ricciardo. W drugiej fazie wyścigu zderzył się jeszcze z Massą, kończąc w ten sposób męki swojego rodaka, toczącego nierówną walkę z F2012. Z kolei Maldonado jechał bardzo dobrze i był nawet na szóstym miejscu stanowiąc realne zagrożenie dla Alonso, ale na przedostatnim okrążeniu jego Williams "złapał" krawężnik i było po zawodach.

Aż do drugiej serii zjazdów (i neutralizacji) pierwszych siedmiu kierowców miało mniejsze lub większe szanse na walkę o podium. Po zjeździe samochodu bezpieczeństwa wszystko wróciło jednak do znanej z 2011 roku normy. Na prowadzeniu znalazły się auta McLarena i Red Bulla, pozostali toczyli walkę o piąte miejsce. Wygrał ją walczący jak lew Alonso. Szósta lokata przypadła spryciarzowi Kobayashiemu, który wykorzystał wypadek Maldonado, by na ostatnim kółku zyskać trzy pozycje. Samuraj uratował w ten sposób dość bezbarwny wyścig, w którym generalnie był w cieniu kolegi z zespołu, Pereza. Meksykanin jeszcze raz pokazał delikatność swoją i Saubera w obchodzeniu się z oponami, zaliczając tylko jeden postój w boksie.
"Schumi" mógł powalczyć o podium, ale błąd na 11. okrążeniu otworzył do niego drogę Vettelowi
Do jedenastego miejsca było bardzo ciasno, ostatecznie bez punktów został Jean-Eric Vergne, ale różnica między nim a ósmym Sergio Perezem wyniosła na mecie raptem cztery dziesiąte sekundy. Jedyny po wycofaniu się Grosjeana (awaria zawieszenia) kierowca Renault, powracający do F1 Kimi Raikkonen, spisał się dobrze finiszując jako siódmy. Całe GP Australii było bardzo ciekawym wyścigiem, pełnym akcji tak "z przodu", jak i w środku stawki. Jeśli to zapowiedź całego sezonu, to jak dla mnie kolejne zawody mogłyby się odbyć już jutro.

sobota, 17 marca 2012

GP Australii, kwalifikacje: Najładniejszy jest najszybszym, dramat Ferrari

Dobre wiadomości dla fanów Formuły 1 na starcie nowego sezonu. Sebastian Vettel jednak jest człowiekiem i nie wykupił abonamentu na wygrywanie kwalifikacji na kolejny rok, a Adrian Newey nie jest w 100% nieomylnym konstruktorem. Za to do przodu wystrzelił McLaren - jedyny bolid z "gładkim" nosem, który w rękach Buttona i Hamiltona zajął pierwszy rząd. W wewnątrzespołowej rywalizacji mamy 1:0 dla Lewisa, który wyprzedził starszego kolegę o nieco ponad 0,150 sekundy, jako jedyny schodząc poniżej minuty i dwudziestu pięciu sekund.

Na trzecim miejscu fenomenalny Romain Grosjean, który od piątku praktycznie w pojedynkę bronił honoru Lotusa. Kimi Raikkonen przez wszystkie sesje zmagał się z problemami z układem kierowniczym. W kwalifikacjach był jedynym kierowcą, który nie założył miękkich opon i ukończył je już po pierwszej sesji - na osiemnastym miejscu. Tor w Melbourne od dawna jest szczęśliwy dla Lotusa / Renault. W poprzednich latach wyścigi na podium kończyli tu Kubica i Pietrow.
Cichy bohater kwalifikacji - Michael Schumacher. Czwarte miejsce to jego najlepsze od powrotu do F1
Na miejscu czwartym, z przytupem i melodyjką, Michael Schumacher. Siedmiokrotny mistrz świata wreszcie pokazał w kwalifikacjach plecy Nico Rosbergowi (7. pozycja), potwierdzając potencjał nowego Mercedesa. Konkurenci wciąż narzekają na tylne skrzydło W03 z połączoną z DRS-em nową wersją kanału F, ale FIA twardo obstaje przy legalności rozwiązania, które czyni z bolidów Rossa Brawna prawdziwe "srebrne strzały". Red Bulle dopiero na pozycjach 5. i 6., przy czym niżej klasyfikowany Vettel, próbując nawiązać walkę z McLarenami, wykręcił przepiękny piruet. Zobaczymy, co też mistrz świata wymyśli jutro - okazję do pokazania, że jest prawdziwym torowym "walczakiem", ma wyśmienitą.

W strefach środkowych, tak jak przewidywałem, ciasno. Niespodziewanie dla nich samych, a spodziewanie dla całej reszty, znalazło się w niej także Ferrari. Alonso i Massa byli dziś bardziej niż bezradni, gładko przepadając w Q2. O czołową dziesiątkę ostro walczyli kierowcy Force India, Toro Rosso, Saubera i Williamsa. Trafili do niej Maldonado, Hulkenberg i Ricciardo - dwaj ostatni potwierdzili opinię obiecujących młodych kierowców. Tymczasem "na dole" Caterham, wbrew obiecującym treningom, gdy przyszło do poważnej jazdy ani na jotę nie zbliżył się do "starej dziewiątki", Marussia tym bardziej, a bolidy HRT jutro w ogóle nie wystartują. De la Rosie i Karthikeyanowi zabrakło ponad sekundy do wymaganego minimum 107% czasu lidera.
Alonso wraca do boksów już po Q2. Tak słabego startu do sezonu jeszcze z Ferrari nie zaliczył
Już za kilka godzin bez wątpienia będzie ciekawie. Z jednej strony mamy McLareny, które wyglądają w Melbourne na niezniszczalne, ale Lotus, a zwłaszcza Mercedes, mogą namieszać. Nie odpuści także Red Bull, no i trudno się spodziewać, by Fernando Alonso tak po prostu pogodził się z koniecznością jazdy w środku stawki. Plus - wyjątkowo ostra konkurencja w środki stawki zapowiada emocjonującą walkę o "małe" punkty. Warto będzie wstać wcześnie rano!